Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 518 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych n...

więcej...

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych nie rozumiem. Od każdego człowieka czegoś się jednak uczę. I właśnie o tych obserwacjach chcę pisać. Ludzkie wybory, decyzje, fascynacje, zjawiska społeczne, kultura, edukacja, wychowanie - to sprawy, które leżą mi na sercu. Sporo miejsca poświęcę naszemu językowi, który jako narzędzie komunikacji, powinien być wykorzystywany i znany w stopniu znacznie szerszym, niż dzieje się to obecnie.

schowaj...

O mnie

Beata Tadla - dziennikarka, matka, miłośniczka życia. W mediach obecna od 1992 roku. Najpierw radio, teraz telewizja. Niebawem poprowadzi główne wydanie Wiadomości TVP. Autorka trzech książek: "Pokolenie '89", "Kto pyta, nie błądzi", "Niedziela bez Teleranka". Mistrzyni Mowy Polskiej 2010. Pracuje ze studentami dziennikarstwa, bierze udział w projektach naukowych i akcjach społecznych. Pojawiła się w kilku teledyskach polskich artystów oraz na deskach Teatru Syrena w spektaklu "Trójka do potęgi". Optymistka i pozytywistka z przekonania.

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1276848
Kategorie

Sen o pracy

poniedziałek, 30 września 2013 23:32

      Nie chodzę do wróżki, nie czytam horoskopów, nie znam się na tarocie i numerologii. Kompletnie mnie to nie interesuje. Interpretacja snów też nie. Jestem przekonana, że są odbiciem tego, co wpada do naszej podświadomości i łączy się z innymi doświadczeniami. Nie przypisuję snom żadnych znaczeń, nie wierzę, by mogły mieć jakikolwiek wpływ na przyszłe wydarzenia.  Czasem mnie bawi, kiedy opowiadam o swoich snach i słyszę od kogoś, że to źle wróży albo zapowiada coś niezwykłego. Nie sprawdza się. Nic a nic. Ostatnio złapałam się na tym, że najczęściej śni mi się praca. Właściwie to nic dziwnego. Bardzo ją lubię, bardzo się nią przejmuję i bardzo dużo czasu jej poświęcam. A jeśli doliczyć 6, 7 godzin snu o pracy, to wychodzi na to, że wyrabiam trzy etaty :) Mam jednak to szczęście, że mój zawód to moja pasja i słowa narzekania nie wypowiem.

          Najważniejszy w mojej profesji jest czas. Żeby nie wiem co się działo, o 19.30 trzeba stanąć przed kamerą. Koniec. Kropka. I myślę, że właśnie imperatyw czasu jest przyczyną tych moich snów. A raczej koszmarów. Wyglądają mniej więcej tak: okrutny pośpiech, biegnę do studia, choć kompletnie nie jestem przygotowana. Siadam przed kamerą, ale nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa. Albo spóźniam się - w drodze do pracy psuje się samochód, komórka odmawia posłuszeństwa, a kiedy nie mogę wezwać taksówki, biegnę co sił, byle tylko zdążyć na program. Biegnę pod górę i nagle moim oczom ukazuje się morze... Wtedy wiem, że już na pewno nie zdążę. Innym razem wpadam do studia, ale nie mam fryzury ani makijażu. Myślę wtedy: trudno. I wkładam (tak, jakby to miało w czymkolwiek pomóc) radiowe słuchawki... Może nikt nie zauważy? Taaa... Pojawia się też taki sen: siedzę przed kamerą i zaczynam serwis, ale nie mam pojęcia, o czym mówić i kompletnie nie mogę odczytać tego, co sama napisałam na kartkach. Nabazgrałam, jak kura pazurem i siedząc przed milionami nie potrafię złożyć tego w sensowną całość. I nagle jest! Coś, co mogę odczytać! Ale to nie są moje informacje. To przepis na szpinak... Sprawdziłam w internetowym senniku, ale tylko z ciekawości, co to wszystko może znaczyć: "Sen o pracy oznacza sukces, który osiągniesz w niedalekiej przyszłości, taki sen odnosi się do sfery zawodowej, zwiastuje powodzenie w różnych dziedzinach życia. Jeśli śni ci się, że ciężko pracujesz - cel, do którego zmierzasz zostanie wkrótce osiągnięty, a twoja praca w tym kierunku zostanie nagrodzona." Hmmm... Ciekawe. Jak się spełni, to zagram w Lotto! 


Podziel się

komentarze (35) | dodaj komentarz

Siedemdziesiątka Lecha Wałęsy

niedziela, 29 września 2013 14:26

 

        Żaden polski polityk nie doczekał się tylu biografii... Kontrowersje, oceny, rozliczenia należy zostawić na inną okazję, bo dziś ma urodziny. Zresztą za każdym razem gdy coś wypali, natychmiast uaktywniają się jego oskarżyciele i obrońcy. Jedni - żeby przypomnieć historyczne zasługi, drudzy - by spostponować je Bolkiem i Magdalenką. Dlatego ja nie o tym. Przy okazji premiery filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei" oraz jubileuszu byłego prezydenta zostałam poproszona przez jeden z magazynów o napisanie tekstu, który byłby moim osobistym wspomnieniem. Od razu przywołałam w pamięci dzień, gdy moja mama oznajmiła, że władze szkoły, w której wtedy pracowała, zabroniły używać zwrotu „wałęsać się”. Miałam wtedy chyba siedem lat, trwał stan wojenny. I choć wiedziałam, kim jest Lech Wałęsa, to wtedy dobitniej zrozumiałam, dlaczego mówi się o nim ściszonym głosem... Nie zapomnę też mojego pierwszego spotkania z legendą. Stało się ono jednocześnie moją pierwszą zawodową porażką, bo wywiad, który nagrałam skasował się w całości i nigdy nie został wyemitowany w radiu. Potem rozmawiałam z nim wiele razy, ale od tego pierwszego tête-á-tête wiem, że Wałęsa polityk i Wałęsa legenda to dwóch Wałęsów. Jeszcze jedno spotkanie z nim było dla mnie szczególne. Gdy pracowałam nad drugą książką, zabrałam do Gdańska dzieci, które były współautorami wywiadów. I choć żaden z niego dobrotliwy wujek, udało mu się zaczarować maluchy. 
      Bez względu na ocenę jego postaci, zostawia w zbiorowej świadomości mnóstwo śladów. Obiektywnych. Zwrotów, które na stałe weszły do naszego codziennego języka i przedmiotów czy gestów, które zawsze będą się z nim kojarzyć. Nie chciał, ale musiał, przeskakiwał przez płot, podawał nogę. Ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne. Nobel, palce uniesione w geście zwycięstwa, Matka Boska w klapie, wielki długopis, którym podpisywał Porozumienia Sierpniowe i charakterystyczne wąsy - bez względu na zapędy chcących wyrugować Wałęsę z historii - pozostaną symbolami symbolu naszej bezkrwawej rewolucji.
 
http://www.styl.pl/raport-show/ludzie/news-lech-walesa-jeden-czlowiek-wiele-legend,nId,1032835?from=mobile
 
 
 

     

 

 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Mistrzowie po raz trzynasty

wtorek, 24 września 2013 11:16

 

      Ta trzynastka okazała się szczęśliwa dla Tomasza Zimocha. Nominowany kilka razy, wreszcie zdobył zasłużony tytuł Mistrza Mowy Polskiej. Gratulacje! Onieśmielony komentator odbierając nagrodę, zaczął: "ale ja właściwie nie umiem mówić..." Dobre sobie, pomyślałam. Dziennikarz, zwany poetą eteru, nadał relacjom sportowym zupełnie nowy wymiar. Nikt, jak on nie potrafi wyrażać i nazywać emocji, nie umie też stosować tak niezwykłych porównań, które zostają nam w pamięci i wbijają się w codzienny język. O tym, jak interesujące i zaskakujące są jego komentarze świadczy chociażby fakt, że w czasie transmisji ważnych wydarzeń sportowych wielu kibiców tylko ogląda telewizyjny obrazek, wycisza dźwięk i włącza radio, żeby obrazkowi mógł towarzyszyć głos redaktora Zimocha. Żałuję, że lauru nie otrzymał profesor Wawrzyniec Konarski, ale może w przyszłym roku... Cieszę się także z nagrody Kuźni Mistrzów Mowy dla Jedynki Dzieciom. Przekonywanie najmłodszych do językowej dbałości jest istotną wartością. 

      Zabawa polszczyzną to sztuka zarezerwowana tylko dla najzdolniejszych, dla tych, którzy posiedli umiejętność świadomego korzystania z narzędzia, jakim jest język.  Dlatego tak lubię obcować z mistrzami, których szanowne, profesorskie jury wyłania co roku w czasie uroczystej gali. Ta wczorajsza, w Teatrze Starym w Lublinie (trzynasta już!) też pozwoliła na kontakt ze słowem, które wyrażało piękne myśli wybrańców. Mowa potoczysta, spójna, refleksyjna, przepełniona emocjami, pasją, szacunkiem do języka - to charakteryzuje mistrzów. Im nie jest wszystko jedno. Walczą z niechlujstwem, językową bezmyślnością, stają się ambasadorami polszczyzny, która powinna leżeć na sercu każdemu z nas. Proszę wybaczyć nieco patosu, ale jeszcze płynę na fali...
       Nie uda nam się wyeliminować z języka wszystkich zapożyczeń. To przecież materia elastyczna i podatna na wpływy, ewoluuje, dopasowuje się do czasów. Kiedyś łacina, makaronizmy, dziś wszechobecne anglicyzmy. Nie zawsze nadążamy z szukaniem odpowiedników. Jestem jednak za tym, by tam, gdzie to możliwe stosować polskie lub choćby polskobrzmiące nazwy i nie wpychać na siłę "forłordowania", "lajkowania", "lukania" itp. W sklepach zamiast "sale" czy "new arrivals" możemy mieć przecież wyprzedaże i nowe kolekcje. 

 

 

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

niedziela, 28 maja 2017

Do poczytania



Kto dopił znalezioną na berlińskim przystanku cudza coca-colę, ile „donaldówek” można było kupić za jednego dolara, kto był bohaterem rodziny, bo z własnej inicjatywy „wystał” papier toaletowy. Kto pisał listy do generała Jaruzelskiego, a kto kupił magnetowid zamiast kombajnu... Znani aktorzy, muzycy, politycy, dziennikarze i sportowcy opowiadają Beacie Tadli o dzieciństwie w PRL-u i szansach, jakie dał im rok 1989.


Gdzie robiliście zakupy, gdy nie było supermarketów? Czy maszyna do pisania miała wyświetlacz? Gdzie w telefonie z tarczą były przyciski? Czym zmienialiście kanały telewizyjne, skoro nie było pilotów?


W tej książce to dzieci zadały pytania dorosłym – znanym i nawykłym do udzielania odpowiedzi. Mali ludzie zaskoczyli rozmówców swoją wiedzą i dojrzałością. Beata Tadla wraz z grupa 9-latków odwiedziła między innymi m.in. z Annę Dymną, Irenę Santor, Małgorzatę Niezabitowską, Lecha Wałęsę i Mirosława Hermaszewskiego.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl