Bloog Wirtualna Polska
Są 1 264 224 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych n...

więcej...

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych nie rozumiem. Od każdego człowieka czegoś się jednak uczę. I właśnie o tych obserwacjach chcę pisać. Ludzkie wybory, decyzje, fascynacje, zjawiska społeczne, kultura, edukacja, wychowanie - to sprawy, które leżą mi na sercu. Sporo miejsca poświęcę naszemu językowi, który jako narzędzie komunikacji, powinien być wykorzystywany i znany w stopniu znacznie szerszym, niż dzieje się to obecnie.

schowaj...

O mnie

Beata Tadla - dziennikarka, matka, miłośniczka życia. W mediach obecna od 1992 roku. Najpierw radio, teraz telewizja. Niebawem poprowadzi główne wydanie Wiadomości TVP. Autorka trzech książek: "Pokolenie '89", "Kto pyta, nie błądzi", "Niedziela bez Teleranka". Mistrzyni Mowy Polskiej 2010. Pracuje ze studentami dziennikarstwa, bierze udział w projektach naukowych i akcjach społecznych. Pojawiła się w kilku teledyskach polskich artystów oraz na deskach Teatru Syrena w spektaklu "Trójka do potęgi". Optymistka i pozytywistka z przekonania.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1286953
Kategorie

Z przymrużeniem oka

niedziela, 30 czerwca 2013 21:55

      "Pani Beato, chyba musi Pani zmienić wizażystkę. Martwią mnie Pani zmęczone oczy. Makijaż już nie pomaga... Andrzej" 

 
     Szanowny Panie Andrzeju, to nie wizażystka. Makijaż nic nie poradzi, a specjalistów od charakteryzacji mamy świetnych. Przejrzał mnie Pan. Tak, jestem zmęczona. Bo i ludzie z telewizji bywają wyczerpani. I czasem boli ich głowa. A kobiety to nawet mają te swoje przypadłości i wtedy daje o sobie znać brzuch, na przykład. Czasem gorszy dzień się trafi. Dziecko chore bywa albo inne problemy trapią. A ostatnio to się nazbierało... Tak, jestem zmęczona. Jak każdy ciężko pracujący człowiek, wychowujący nastolatka, angażujący się w różne projekty, sprzątający, piorący, robiący zakupy, leczący się, stojący w kolejce na poczcie i w urzędach. I proszę wiedzieć, że jak mam Wiadomości, to nie zaczynam o 17, tylko jestem w redakcji od 9.30. Wychodzę jedenaście godzin później... A gdy Kawa czy Herbata - wstaję o 3 w nocy. Zapomniałabym! Nie mam też wolnych świąt i długich weekendów, bo telewizji nie zamyka się wtedy, gdy w kalendarzu czerwono. Pan pewnie też, Panie Andrzeju, czasem jest wyczerpany. Ale kiedy przyjdzie Pan do pracy (innej, niż telewizja) może Pan pozwolić sobie na luksus i nie uśmiechać się do innych, gdy nie ma Pan ochoty, nie rozmawiać z innymi, nie robić makijażu i fryzury, nie bać się, że jak gorzej Pan wygląda, to zaraz zaczną pytać, oceniać, komentować... Proszę nie myśleć, że się skarżę. Uwielbiam swoją pracę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. I dziękuję za troskę:) Postanowiłam dziś wziąć ją  sobie do serca. Po raz pierwszy od wielu tygodni obudziłam się bez budzika, 100 km od Warszawy, w środku lasu, niedaleko jeziora. I po raz pierwszy od wielu tygodni robiłam NIC. Po prostu NIC. Kompletnie. Zero. Dwa dni nicnierobienia. To się nazywa luksus! I musi wystarczyć do sierpnia, bo wygląda na to, że następny poranek bez budzika jakoś tak, mniej więcej, wypada. Panie Andrzeju, też Panu życzę takich 48 godzin. Regeneracja na zawołanie. Ale nie ma Pan pojęcia, jak mnie cieszy ten czas. Pozdrawiam. Beata

Podziel się

komentarze (89) | dodaj komentarz

Żyć, nie umierać

czwartek, 27 czerwca 2013 14:22

      Rajd Polski Kobiet za nami. Trzecie miejsce w klasie aut z niskim zawieszeniem. Nie jest źle! Choć na początku myślałam, że wygram zawody na najgorszego pilota świata... Na szczęście kierowca - Olga Bończyk - okazała się niezwykle wyrozumiałym kompanem. Kilka razy skręciłyśmy nie tam, gdzie trzeba, ale ostatecznie dotarłyśmy do celu i zaliczyłyśmy wszystkie próby, odcinki, zadania. Trasa prowadziła przez polne i leśne ścieżki, wsie, szutry, łatwo nie było. Szczególnie po deszczu, kiedy kompletnie nie wiedziałyśmy, jak głębokie są kałuże... Na mecie auto oblepione było błotem po dach, ale przynajmniej miałyśmy poczucie dobrze wypełnionych obowiązków! W Piekle spowiadałyśmy się z grzeszków, a w Niebie dostałyśmy rozgrzeszenie - m.in. takie niespodzianki czekały po drodze:) Rajd był przygodą niezwykłą, bo przeszkody i rywalizacja to jedynie dodatek do idei, która połączyła wszystkie uczestniczki. Najważniejsze zadania do zaliczenia czekały jeszcze w Warszawie. W Centrum Onkologii badałyśmy piersi, robiłyśmy cytologię, a w szpitalu przy Wołoskiej wykonano nam serię innych testów, w tym USG tarczycy. I to ostatnie pokazało, jak ważna jest profilaktyka. Na kilkadziesiąt kobiet startujących w rajdzie, u kilku wykryto guzy!!! Jeśli przełożyć to na skalę globalną, widać ogromne zagrożenie, jak nowotwory są niebezpieczne i jak, niestety, obecne... Rajd był więc jazdą po zdrowie. Dla uczestniczek, by dowiedziały się, czy wszystko w porządku (lub nie), a dla innych kobiet, by zaczęły (jeśli jeszcze tego nie robią) regularnie sprawdzać, co dzieje się z ich organizmem. Tworzenie odpowiednich nawyków jest dziś kluczem do przedłużania sobie życia oraz radości z istnienia - własnego i bliskich. I nie ma usprawiedliwienia, że czasu mało, że się boimy, że zapracowane, że co ma być, to będzie... NIE! Jest wiele rzeczy, na które nie mamy wpływu, wiem. Ale profilaktyka to coś, co zależy tylko od nas. Żeby potem nie żałować, że zaniedbałyśmy. W końcu życie to największa przygoda życia, jak mawia mój syn. A ja go słucham:) 

 

 

zdjęcie.jpg

 

zdjęcie1.jpg

 

zdję™cie2.JPG


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Czuła struna

piątek, 21 czerwca 2013 14:43

 

 

     Nie wierzę! Czy to przez upał? Chwilowe zaćmienie? Bo chyba nie można posunąć się aż tak daleko, by politycznie istnieć. A może ja naiwna jestem... Posłanka Szczypińska z PiSu postanowiła zostać męczennicą. Były już polityczne samobójstwa, ale teraz to wygląda jak polityczna eutanazja...

 
Posłanka zrezygnowała z terapii onkologicznej! Leczenie zacznie ponownie, gdy  "sytuacja w służbie zdrowia będzie normalna". Wyjaśnia: Nie będę mogła korzystać z terapii  w momencie, kiedy inni pacjenci tej terapii są pozbawieni. I dodaje: "to może się skończyć różnie". Szczypińska powiedziała w Radiu Gdańsk, że nie rezygnuje z profilaktyki onkologicznej (posłanka zmagała się w przeszłości z rakiem piersi), ale z "konkretnego leczenia". Dodała, że nie będzie się leczyć, bo "w poradniach onkologicznych czekają kolejki", a ona - jako posłanka - "upomina się o tych pacjentów". 
 
Niedomagająca służba zdrowia to potężny problem. Znany nie od dziś. Walczą z nim kolejne rządy, nie wychodzi...  Wielomiesięczne czekanie w poradniach onkologicznych jest nie do przyjęcia! Ale czy publiczne oświadczenie o zaniechaniu leczenia to właściwy sposób, by zaradzić sytuacji? Po co ten przedziwny protest?  Coś zmieni?  Po co dopisywanie ideologii? Politycy - zamiast grać na uczuciach - powinni pracować nad zmianami w Sejmie i pokazywać swoją skuteczność w znajdowaniu odpowiedniej większości do przeprowadzenia tych zmian. A może posłanka wie, że może sobie na takie deklaracje pozwolić, bo nie wierzę, że można aż tak zadziałać wbrew instynktowi. Ludzkiemu, nie politycznemu... A tak, po ludzku, z całego serca życzę zdrowia. I proszę o wsparcie wszelkich kampanii, które mają na celu namawianie do badań profilaktycznych, do tworzenia dobrych nawyków dbania o zdrowie, do edukacji. Liczy się każdy głos osoby publicznej. Najbliższa akcja jutro: Rajd Polski Kobiet. 
 
 
 

Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Do poczytania



Kto dopił znalezioną na berlińskim przystanku cudza coca-colę, ile „donaldówek” można było kupić za jednego dolara, kto był bohaterem rodziny, bo z własnej inicjatywy „wystał” papier toaletowy. Kto pisał listy do generała Jaruzelskiego, a kto kupił magnetowid zamiast kombajnu... Znani aktorzy, muzycy, politycy, dziennikarze i sportowcy opowiadają Beacie Tadli o dzieciństwie w PRL-u i szansach, jakie dał im rok 1989.


Gdzie robiliście zakupy, gdy nie było supermarketów? Czy maszyna do pisania miała wyświetlacz? Gdzie w telefonie z tarczą były przyciski? Czym zmienialiście kanały telewizyjne, skoro nie było pilotów?


W tej książce to dzieci zadały pytania dorosłym – znanym i nawykłym do udzielania odpowiedzi. Mali ludzie zaskoczyli rozmówców swoją wiedzą i dojrzałością. Beata Tadla wraz z grupa 9-latków odwiedziła między innymi m.in. z Annę Dymną, Irenę Santor, Małgorzatę Niezabitowską, Lecha Wałęsę i Mirosława Hermaszewskiego.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl