Bloog Wirtualna Polska
Są 1 222 702 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych n...

więcej...

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych nie rozumiem. Od każdego człowieka czegoś się jednak uczę. I właśnie o tych obserwacjach chcę pisać. Ludzkie wybory, decyzje, fascynacje, zjawiska społeczne, kultura, edukacja, wychowanie - to sprawy, które leżą mi na sercu. Sporo miejsca poświęcę naszemu językowi, który jako narzędzie komunikacji, powinien być wykorzystywany i znany w stopniu znacznie szerszym, niż dzieje się to obecnie.

schowaj...

O mnie

Beata Tadla - dziennikarka, matka, miłośniczka życia. W mediach obecna od 1992 roku. Najpierw radio, teraz telewizja. Niebawem poprowadzi główne wydanie Wiadomości TVP. Autorka trzech książek: "Pokolenie '89", "Kto pyta, nie błądzi", "Niedziela bez Teleranka". Mistrzyni Mowy Polskiej 2010. Pracuje ze studentami dziennikarstwa, bierze udział w projektach naukowych i akcjach społecznych. Pojawiła się w kilku teledyskach polskich artystów oraz na deskach Teatru Syrena w spektaklu "Trójka do potęgi". Optymistka i pozytywistka z przekonania.

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1264611
Kategorie

Rozmnażajmy się przez pączkowanie, nie przez podział

wtorek, 30 kwietnia 2013 23:55

        Czy komukolwiek w USA wpadłoby do głowy, by akcję, która ma na celu walkę o optymizm, o radosne przeżywanie świąt narodowych wpisać w polityczny bełkot i uznać, że to stawanie po którejś ze stron sporu? Czy udział reprezentującego Demokratów prezydenta, idącego na czele marszu w dniu jakiegokolwiek święta w oficjalnym, państwowym kalendarzu natychmiast musiałby oznaczać zawłaszczanie tego święta przez jego polityczną opcję? Nie, za oceanem takie historie są wspólną sprawą, flaga jest wspólna, orzeł też wspólny (ich bielik także jest symbolem narodowym). Ale u nas flagę trzeba rozedrzeć na pół, a orła przekroić! Kiedy usłyszałam o kampanii "Orzeł może" natychmiast uznałam, że jest warta szerokiego promowania. Walka ze stereotypem Polaka - ponuraka to jedna z najbardziej potrzebnych inicjatyw! Troje członków Rady Programowej Polskiego Radia, ci z rekomendacji PiS, uznało, że radiowej Trójce nie wolno wspierać takiej akcji, bo kampania, bo kreowanie polityki, bo angażowanie się po jakiejś tam stronie... Ratunku! Po której stronie orła, ja się pytam, stanęła Trójka? Czy publicznemu nadawcy nie można propagować społecznej kampanii? Czy wszystko w tym kraju musi mieć wyraźną granicę podziału? 11 listopada nie możemy być razem. 4 czerwca też. 31 sierpnia - o nie, w życiu! Sami ten schemat tworzymy, a przecież akcja "Orzeł może" jest niczym innym jak tylko wołaniem o dialog, zachętą do radosnej wspólnoty. Nie rodzimy się  z wdrukowanym przekonaniem, że narodowe święta powinny być bogoojczyźniano - poważne. To społeczne stereotypy nam podpowiadają pewne postawy. Tak samo jest ze schematem, który nakazuje podzielić naród na lepszych lub gorszych patriotów. Dlaczego jedynie słusznymi Polakami nie możemy być wszyscy? Poglądami różnić się nawet powinniśmy. To kolor, różnorodność, odmienność... Ale jest też baza. Niezmienna i niekwestionowana. Taka, za którą bierzemy odpowiedzialność i której bronimy. Bo nasza. Tradycyjna. I właśnie dlatego warto celebrować 2 maja, Święto Flagi. Niech Polaków nieponuraków będzie na tych marszach jak najwięcej. Rozmnażajmy się przez pączkowanie, nie przez podział :)


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

Wielki Nieobecny

sobota, 27 kwietnia 2013 19:25
 
 

         Niesamowicie Go brakuje... Tak, na co dzień. Bo choć Marka Edelmana nie ma już z nami, w czasie obchodów 70 rocznicy powstania w getcie warszawskim (za oficjalnymi uroczystościami nie przepadał) był obecny duchem, to jego cytowano najczęściej. Strażnik pamięci - tak się o nim mówi. Ale pamięci nie tylko o zagładzie Żydów, nie tylko o dramacie, jaki rozgrywał się za murem getta. W mojej głowie został jako ten, który strzegł pamięci o rzeczach prostych, pomijanych przez nas w codziennym pędzie. Dlatego tak mi go brakuje. Często zapraszaliśmy Marka Edelmana do naszych programów, nagrywaliśmy do materiałów. Sięgaliśmy po jego mądrość wtedy, gdy pęczniały spory, gdy potrzebny był głos nawet nie tyle rozsądku, co głos obserwatora, który tak daleko odrzucał wszelkie destrukcyjne uczucia. Polityczny jazgot też mu był daleki, to nie był jego język... On mówił w sposób prosty, człowieczy. Co najważniejsze w życiu? Odpowiadał: życie... A co, jeśli  bywa źle? Trzeba iść do przodu, bo nic nas nie złamie, jeśli wiemy, co jest dobre, a co złe. Właśnie została wydana uzupełniona biografia Marka Edelmana "Życie. Do końca". Rok przed jego śmiercią wyszło "Życie. Po prostu". Czytam kolejny raz. Polecam. I zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś podobny. Człowiek, którego doświadczenie piekła tak ukształtowało, że nic więcej nie jest go w stanie ani przestraszyć ani zdziwić.  W Marku Edelmanie nie było zgody na niegodziwości. Pomoc bezbronnym i osaczonym stała się dla niego imperatywem. Nie tylko podczas wojny, także w czasie stanu wojennego i wtedy, gdy jechał na ogarnięte wojną Bałkany. Brakuje go. Brakuje. Jego przekonanie o wartości życia jest mi bardzo bliskie. Życie. Po prostu...


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Chaszcze, tętent, pustułka...

środa, 17 kwietnia 2013 14:48
       Huczenie w chaszczach, rozcapierzone pióra,  żonobójca, Mezoameryka... To tylko niektóre pułapki ortograficzne, sprytnie wplecione w tekst o Królu Gryzipiórze. Rozleniwieni komputerowym słownikiem, który poprawia nasze błędy, coraz częściej wyłączamy czujność, porzucamy wysiłek i zapominamy, że nasza kochana polszczyzna to nie tylko sprawność w mowie, ale też poprawność ortograficzna. Tym bardziej cieszą inicjatywy społeczności lokalnych, które bez odgórnego sterowania przekonują o tym, jak ważna jest świadomość językowa. Jarosławskie Potyczki Ortograficzne są właśnie taką akcją. Już po raz szósty impreza zgromadziła ludzi, którzy chcą mierzyć się z dyktandem. "Król Gryzipiór, zrzęda, dopadający znienacka" był jego bohaterem. Miałam niezwykłą przyjemność po raz kolejny dyktować tekst uczestnikom i po raz kolejny byłam pod ogromnym wrażeniem zaangażowania każdego z nich. Przyjeżdżają nie tylko z Podkarpacia, bywają zapaleńcy z różnych, nawet odległych zakątków Polski.  W tym roku miejscowy Dom Kultury już nie zmieścił piszących, z każdą kolejną edycją ich liczba rośnie. Dobrze, że w PWSTE znalazła się wystarczająco duża aula!  Co będzie za rok? Proponuję dyktando w plenerze,  bo o jeszcze większą salę będzie trudno... 
      Przyglądałam się z uśmiechem i piszącym i organizatorom. Dla mnie, pozytywistki  z przekonania i miłośniczki brzmienia naszego języka w jego najpiękniejszej odsłonie, Potyczki stały się podwójnym pretekstem do radości.  Nikt nikomu niczego nie narzuca, nie ma szkolnego obowiązku ani przymusu frekwencji. Ludzie są tam, bo CHCĄ! I tym sposobem mała społeczność daje przykład z dołu. Język - mówiony czy pisany - jest najważniejszym narzędziem komunikacji, które powinno łączyć, a nie dzielić, jednoczyć, a nie antagonizować, jest - jak mawia profesor Kazimierz Ożóg - "przestrzenią pomiędzy tobą a mną". Umiejętne posługiwanie się tym narzędziem to świadectwo naszej kultury, świadomości osadzenia w pewnej tradycji i przynależności do wspólnoty. Ten, kto poddaje refleksji każde wypowiadane przez siebie słowo pokazuje rozmówcy szacunek, udowadnia, że chce definiować świat, że nie jest mu wszystko jedno... Inicjatywy, jak ta z Jarosławia pomagają w przekonaniu Polaków do polszczyzny, która - właściwie wykorzystywana - przyczynia się do budowania mostów między ludźmi. Podkreślam: WŁAŚCIWIE! Słowo może przecież niszczyć, burzyć, być użyte do destrukcji. Jak każde narzędzie... Sięgajmy zatem po instrukcję obsługi i czytajmy ze zrozumieniem. Na owoce nie trzeba będzie długo czekać:) 
 
 

Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Do poczytania



Kto dopił znalezioną na berlińskim przystanku cudza coca-colę, ile „donaldówek” można było kupić za jednego dolara, kto był bohaterem rodziny, bo z własnej inicjatywy „wystał” papier toaletowy. Kto pisał listy do generała Jaruzelskiego, a kto kupił magnetowid zamiast kombajnu... Znani aktorzy, muzycy, politycy, dziennikarze i sportowcy opowiadają Beacie Tadli o dzieciństwie w PRL-u i szansach, jakie dał im rok 1989.


Gdzie robiliście zakupy, gdy nie było supermarketów? Czy maszyna do pisania miała wyświetlacz? Gdzie w telefonie z tarczą były przyciski? Czym zmienialiście kanały telewizyjne, skoro nie było pilotów?


W tej książce to dzieci zadały pytania dorosłym – znanym i nawykłym do udzielania odpowiedzi. Mali ludzie zaskoczyli rozmówców swoją wiedzą i dojrzałością. Beata Tadla wraz z grupa 9-latków odwiedziła między innymi m.in. z Annę Dymną, Irenę Santor, Małgorzatę Niezabitowską, Lecha Wałęsę i Mirosława Hermaszewskiego.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl