Bloog Wirtualna Polska
Są 1 222 702 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych n...

więcej...

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych nie rozumiem. Od każdego człowieka czegoś się jednak uczę. I właśnie o tych obserwacjach chcę pisać. Ludzkie wybory, decyzje, fascynacje, zjawiska społeczne, kultura, edukacja, wychowanie - to sprawy, które leżą mi na sercu. Sporo miejsca poświęcę naszemu językowi, który jako narzędzie komunikacji, powinien być wykorzystywany i znany w stopniu znacznie szerszym, niż dzieje się to obecnie.

schowaj...

O mnie

Beata Tadla - dziennikarka, matka, miłośniczka życia. W mediach obecna od 1992 roku. Najpierw radio, teraz telewizja. Niebawem poprowadzi główne wydanie Wiadomości TVP. Autorka trzech książek: "Pokolenie '89", "Kto pyta, nie błądzi", "Niedziela bez Teleranka". Mistrzyni Mowy Polskiej 2010. Pracuje ze studentami dziennikarstwa, bierze udział w projektach naukowych i akcjach społecznych. Pojawiła się w kilku teledyskach polskich artystów oraz na deskach Teatru Syrena w spektaklu "Trójka do potęgi". Optymistka i pozytywistka z przekonania.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1264602
Kategorie

Życzenie śmierci

sobota, 30 listopada 2013 19:47

        Ostatnio, w przyjacielskim gronie, sporo rozmawialiśmy o starości. Powoli zaczynamy zastanawiać się nad jej trudnymi aspektami, ale zgodnie uznaliśmy, że nie podporządkujemy życia myśleniu o śmierci. Wolimy zajmować się bieżącą chwilą. Przy okazji tych rozmów przypomniała mi się historia z dzieciństwa, która zawsze jest dla mnie ostrzeżeniem przed zbytnim skupianiem nad tym, co i tak ma nadejść. Trochę straszna, trochę zabawna... W oficynie mieszkała starsza pani, która, od kiedy pamiętam, była przygotowana na ostateczność. Miała odłożone pieniądze na nagrobek i wiszące w szafie ubranie do trumny. Postanowiła też kupić trumnę... Przez lata zastępowała jej potem szafkę na pościel. Sąsiedzi przyzwyczaili się do tego widoku, ale kiedy przychodził do niej ktoś obcy, szybko przykrywała trumnę kapą i stawiała na niej kwiatki w doniczce. Staruszka była bardzo samotna i chyba przez to tak czekała na śmierć. Któregoś dnia przyniosła do domu mnóstwo kwiatów. Włożyła trumienną sukienkę, oparła o ścianę wielkie lustro, z trumny wyjęła pościel i położyła się w środku - tak była ciekawa swojego wyglądu po śmierci. W tym momencie do starszej pani przyszedł listonosz. Zasygnalizował swoje wejście krótkim dzwonkiem i otworzył drzwi. Był mocno zdziwiony, bo nie wiedział, że zmarła. Co z emeryturą? W tym momencie kobieta się nagle podniosła. Listonosz zbladł i osunął się na ziemię. Babcia - sąsiadka wyskoczyła z trumny głośno przepraszając, ale było za późno. Zawał. Listonosza nie udało się uratować, a starsza pani do końca życia nie pozbyła się wyrzutów sumienia. Trumna w końcu się przydała. Dziesięć lat pózniej...


Podziel się

komentarze (141) | dodaj komentarz

KOMBINAT

piątek, 29 listopada 2013 8:09

     Zbliża się kolejna rocznica grudnia '81. Jedna z redakcji poprosiła mnie o tekst na temat codzienności w PRL. Każdy ma własne wspomnienia i własną ocenę tamtej rzeczywistości. Ja obserwowałam ją z perspektywy dziecka. Miałam jednak świadomość, że wiem i rozumiem więcej, niż moi rówieśnicy z uwagi na potężną rodzinną niechęć do systemu i zaangażowanie po stronie solidarnościowej opozycji. Zastanawiałam się, jak ująć temat, by nie zanudzać trzepakiem, Peweksem, kartkami, kolejkami, meblościanką... Opisałam kamienicę, w której dorastałam. Była jak jeden wielki organizm, złożony z zależnych od siebie systemów. PRL wymuszał przeróżne działania, które miały na celu zapewnienie bytu i często balansowały na granicy prawa, ale ich autorzy wychodzili z założenia, że "ryba psuje się od głowy", czyli władza deprawuje obywatela. A skoro reżim oszukuje i okrada, to jednostka społeczna może czuć się usprawiedliwiona. W obliczu wszechobecnego braku, czynnik ludzki stał się więc kombinujący. Powszechnym zjawiskiem był handel wymienny, przy czym wymieniano się nie tylko materialnymi zdobyczami, ale i pracą rąk. Kamienicę można więc śmiało nazwać KOMBINATEM. Wasiukiewicz podkradał mięso. Wymieniał je z Dąbkowskim na paliwo, które ten czerpał wężykiem z baku służbowego auta. Łucja - korpulentna pięćdziesiątka pod ubraniem wynosiła z pracy zwoje materiału, które trafiały do Stasi spod szóstki. Ta miała zmysł artystyczny i maszynę do szycia. Tylko emeryt spod trójki nie miał co wymieniać. Oferował więc czas - stał w kilku społecznych kolejkach jednocześnie. Dla Wasiukiewicza "wystał" telewizor. Dla Dąbkowskiego pralkę... To w bardzo dużym skrócie. Cały tekst w najbliższą sobotę w "Fakt. Historia". Przy okazji zakiełkował mi w głowie pomysł na kolejną książkę. Wykorzystam kilka wolnych dni, z dala od zdyszanego świata, by o tym pomyśleć. Serdecznie wszystkich pozdrawiam. 


Podziel się

komentarze (55) | dodaj komentarz

Przyzwoitość...

niedziela, 17 listopada 2013 10:30

     Myślałam, że na Waśniewskiej się skończy. Ale nie. Tym razem swoje pięć minut w mediach ma morderca Agnieszki Kotlarskiej. W 1996 roku psychofan pchnął nożem Miss Polski. Była u szczytu światowej kariery. Cztery śmiertelne ciosy. Wykrwawiła się. Miałam wtedy dyżur w radiu i pamiętam, jak bardzo ta zbrodnia poruszyła Polaków. Zabójca wyszedł niedawno z więzienia i stał się bohaterem filmu jednej z telewizji. Widziałam fragment. I tak za dużo. Dostał głos tak samo, jak przyjaciele rodziny - nadal pogrążeni w smutku. W nim tego nie dostrzegłam. Był wyprany z emocji. Relacja zbrodniarza z jednej strony, bliskich ofiary - z drugiej. W jednym materiale. Jestem oburzona. Pokazywanie jego twarzy i pytanie go, jak zapamiętał tamten dzień jest nie tylko brakiem przyzwoitości, jest brakiem empatii, myślenia o uczuciach córki i męża, którym ten psychopata zabrał coś najcenniejszego na świecie. Jaki był cel? Skąd pomysł, że widzom potrzebna jest ta wiedza? 

    Tyle głosów oburzenia (i słusznie) pojawiło się po wydarzeniach z 11 listopada. Potępiamy niszczycielskie metody, destrukcję, która chowa się pod płaszczem patriotycznych haseł, toczymy dyskusję o tym, czy narodowcy powinni być zapraszani do programów, pytamy samych siebie, czy rozmowa z radykałami, którzy sieją nienawiść nie jest przykładaniem ręki do promocji zła. A potem, jednym ruchem, pokazuje się zło w czystej postaci. Mordercę, który bez cienia skruchy opowiada, jak dokonał najstraszliwszego czynu. W imię czego?

   Są portaliki, które natychmiast podchwyciły temat, zamieszczając relację z filmu. Ile hipokryzji trzeba mieć w sobie, żeby napisać coś w stylu: co prawda nie chcemy robić z niego kolejnej gwiazdy, ale... No właśnie. Ale co? Dlaczego uznano, że odbiorcom jest potrzebny opis zbrodni w wykonaniu zbrodniarza? 

     Dla równowagi, na portalu Ewy Wojciechowskiej można przeczytać przejmujący wywiad z mężem zamordowanej - Jarosławem. Nie chciał wystąpić w filmie. Ani on, ani jego córka, na oczach których rozegrała się tragedia. Z jednej strony nie kryje zadowolenia, że pamięta się o Agnieszce, ale z drugiej jest mu ciężko, bo wróciły najbardziej upiorne chwile jego życia. Pytany o udział mordercy w tym dokumencie, odpowiada:    

-To nieprawdopodobne i straszne, ale przecież nie możemy nikomu niczego zabronić. Dla mnie to jest strzał w stopę. Morderca pokazuje twarz. To, że się komuś odebrało życie jest powodem do dumy? Ocenią to widzowie. Ja jeśli mógłbym wybrać, to już nigdy nie chciałbym na niego patrzeć, ale telewizja rządzi się swoimi prawami.

Te słowa są wystarczającym komentarzem...

Film miałby wartość i bez dawania głosu mordercy. Mógłby po prostu uczulić na niebezpieczeństwo, bo takim z pewnością jest niezdrowe zainteresowanie życiem osoby publicznej. Nie zawsze da się wcześnie ocenić zagrożenie. Wielu wierzy, że kontakty z fanami mogą być czymś niewinnym. Ot, miłym odwzajemnianiem serdeczności. Ale na tym powinno się kończyć. Wiem, co mówię. Wdawanie się w jakąkolwiek relację, nawet prosta odpowiedź na prywatne pytanie może być, niestety, uznana za zachętę. Szczególnie teraz - w dobie internetu. Bo nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie...

 

 

 


Podziel się

komentarze (144) | dodaj komentarz

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Do poczytania



Kto dopił znalezioną na berlińskim przystanku cudza coca-colę, ile „donaldówek” można było kupić za jednego dolara, kto był bohaterem rodziny, bo z własnej inicjatywy „wystał” papier toaletowy. Kto pisał listy do generała Jaruzelskiego, a kto kupił magnetowid zamiast kombajnu... Znani aktorzy, muzycy, politycy, dziennikarze i sportowcy opowiadają Beacie Tadli o dzieciństwie w PRL-u i szansach, jakie dał im rok 1989.


Gdzie robiliście zakupy, gdy nie było supermarketów? Czy maszyna do pisania miała wyświetlacz? Gdzie w telefonie z tarczą były przyciski? Czym zmienialiście kanały telewizyjne, skoro nie było pilotów?


W tej książce to dzieci zadały pytania dorosłym – znanym i nawykłym do udzielania odpowiedzi. Mali ludzie zaskoczyli rozmówców swoją wiedzą i dojrzałością. Beata Tadla wraz z grupa 9-latków odwiedziła między innymi m.in. z Annę Dymną, Irenę Santor, Małgorzatę Niezabitowską, Lecha Wałęsę i Mirosława Hermaszewskiego.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl