Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 146 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych n...

więcej...

Uwielbiam obserwować zmieniający się świat i ludzi, którzy muszą w tym pędzie się odnaleźć. Jednych podziwiam za to, jak im się to wspaniale udaje, innych potępiam, że dają zły przykład, niektórych nie rozumiem. Od każdego człowieka czegoś się jednak uczę. I właśnie o tych obserwacjach chcę pisać. Ludzkie wybory, decyzje, fascynacje, zjawiska społeczne, kultura, edukacja, wychowanie - to sprawy, które leżą mi na sercu. Sporo miejsca poświęcę naszemu językowi, który jako narzędzie komunikacji, powinien być wykorzystywany i znany w stopniu znacznie szerszym, niż dzieje się to obecnie.

schowaj...

O mnie

Beata Tadla - dziennikarka, matka, miłośniczka życia. W mediach obecna od 1992 roku. Najpierw radio, teraz telewizja. Niebawem poprowadzi główne wydanie Wiadomości TVP. Autorka trzech książek: "Pokolenie '89", "Kto pyta, nie błądzi", "Niedziela bez Teleranka". Mistrzyni Mowy Polskiej 2010. Pracuje ze studentami dziennikarstwa, bierze udział w projektach naukowych i akcjach społecznych. Pojawiła się w kilku teledyskach polskich artystów oraz na deskach Teatru Syrena w spektaklu "Trójka do potęgi". Optymistka i pozytywistka z przekonania.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1269243
Kategorie

Press z PRL-em w tle

czwartek, 29 listopada 2012 21:05

 

            To była jedna z większych przyjemności, jaka mnie ostatnio spotkała. Sesja zdjęciowa dla miesięcznika Press. Zabawa w konwencję okazała się po prostu świetną zabawą. Gdy usłyszałam, że właśnie taki charakter mają mieć fotografie, ucieszyłam się jak dziecko. Miały pasować do tematu, jaki podejmowałam w swoich książkach, choć wywiad nie jest temu poświęcony w całości. Orzeł bez korony to moja własność, zdobyty z magazynów MON-u wiele lat temu. Zazwyczaj wisi w... toalecie obok "korali PRL-u", czyli sznurka z kilkoma rolkami papieru z makulatury. Kiedy byłam stylizowana na "Kobietę za ladą" nie miałam przed sobą lustra. Gdy zobaczyłam te loczki i błękit na powiekach  po prostu padłam ze śmiechu, nie mogłam się uspokoić. Kwiat pierwszomajowy wykonaliśmy własnoręcznie! Pamiętałam z podstawówki:) Do zdjęcia w kufajce z kielnią zmyto mi makijaż, ale dodano "buraka" na policzkach. Wszyscy śmialiśmy się do rozpuku. Trochę się bałam oszpecenia, bo jednak każdy na zdjęciu chce wyglądać lepiej, a nie gorzej, ale dystans wziął górę i nie mam najmniejszego problemu z tym, że pokazuję się niemal saute. Czytam komentarze - cieszę się, że zdjęcia wywołały zainteresowanie. Tym, którzy piszą, że to jakiś wyraz tęsknoty za słusznie minioną epoką wyjaśniam, że nie ma we mnie pustych sentymentów. Zawsze, gdy mam okazję (w wywiadach, publikacjach czy na spotkaniach ze studentami i licealistami) wyjaśniam, że powrót do stylistyki tamtego czasu musi wiązać się z refleksją. Że to nie są tylko śmichy-chichy, że PRL to nie jest jedynie czas absurdów i śmiesznych gadżetów. Młodzi ludzie - w wystroju wnętrz czy modzie - nawiązują do tamtej epoki, ale chciałabym, by pogłębili też wiedzę na temat państwa opresyjnego, jakim Polska wtedy była. Cieszą mnie wszelkie inicjatywy - muzea, wystawy, które temu służą. Korzystajmy. A moja sesja nie ma nic wspólnego z tęsknotą a już na pewno nie z zarzucaną mi postawą antypaństwową! Nie wiem, co się może uroić w głowie, by wpaść na taki pomysł... Cieszę się, że było mi dane spędzić niemal połowę życia w tamtej Polsce, wiem, z jakimi deficytami w każdej dziedzinie życia się to wiązało, ale też dzięki temu mam cudowny punkt odniesienia do dzisiejszego życia. Całe nasze pokolenie jest o to doświadczenie bogatsze. Nie wymażemy tej części historii gumką, ale możemy o niej opowiadać na różne sposoby. Taki jest mój.

 

A tu rzeczone zdjęcia, najnowszy, grudniowy Press niebawem w kioskach

http://www.facebook.com/media/set/?set=a.10151149667637607.446244.138624457606&type=1


Podziel się

komentarze (156) | dodaj komentarz

Na TY, to tramwaj staje

środa, 28 listopada 2012 15:07


            Czy można w dzisiejszym świecie nie lubić, gdy ktoś nieznajomy zwraca się do nas per Ty? Czy  - jeśli nam to nie odpowiada - z góry jesteśmy skazani na zarzut, że nie rozumiemy zmieniającej się obyczajowości, nie idziemy z duchem czasu i , nazwijmy to po imieniu, jesteśmy staroświeccy? Trudno. Mogę być staromodna. Nie znoszę, gdy piszący do mnie zapominają o formach grzecznościowych. Nie mam problemu z "witam", ale problem z "cześć Beata" mam potężny. Ja wiem, że saovoir - vivre ma w sieci swoje własne prawa, ale kto - jeśli nie my sami - te reguły tworzy? Rozumiem, że forma "ty" jest najbardziej egalitarna, że wydaje nam się, iż w internecie wszyscy jesteśmy kumplami, więc jakikolwiek dystans przestaje nas obowiązywać. Ale czy niczego przez to nie tracimy? Mam wrażenie, że umyka nam pewien etap, piękny czas poznawania się wzajemnie. Forma Pan/ Pani jest uroczym, kulturalnym sposobem okazywania sobie szacunku, wstępem do czegoś jeszcze bardziej ludzkiego, czyli relacji bardziej prawdziwej.  Już i tak przestaliśmy rozpieszczać się słowem, połykają nas skróty, znaki przestankowe gdzies zniknęły, zapominamy o prostych grzecznościach, przy jednoczesnym utyskiwaniu, że "dziś już nikt nie pisze, tak jak kiedyś". Nie musimy od razu wznosić się na wyżyny, nie każdy ma w sobie zdolność do komunikowania - jak robili to Osiecka z Przyborą (choć próbować nie zaszkodzi). Po prostu chcę mieć wybór. Nie być atakowana przez nieznanych osobników, którzy nie wiedzą, czym jest stosowność. Jeśli będę kogoś ciekawa, sama zdecyduję, czy chcę mówić mu po imieniu. Niech nikt nie robi tego za mnie. To przecież jedna z wzajemnych umów, konwencja, ale ... do tanga trzeba dwojga...


Podziel się

komentarze (75) | dodaj komentarz

Pamięć

niedziela, 18 listopada 2012 8:26

           Każdego dnia docierają do nas informacje o ofiarach wypadków samochodowych, ale rzadko robią na nas wrażenie. Przywykliśmy, spowszedniało... No, chyba, że wypadek spektakularny, a ofiar wiele. Albo gdy dotyka nas to bezpośrednio, bo ginie ktoś  bliski.  Dziękuję losowi, że nie musiałam (i obym nigdy nie musiała) przeżywać takiej tragedii. Współczuję tym, na których spadł ten cios.  Każdego roku na całym świecie z powodu wypadków drogowych umiera około 1,3 miliona osób.  18. listopada 2012 roku to Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych. W swojej pracy często stykam się z informacją o dramatach na drodze. Zawsze najbardziej bolało mnie przekazywanie doniesień o śmierci dzieci. Od kiedy sama jestem matką, próg odporności na krzywdę maluchów i ból rodziców bardzo mi się obniżył... Bywa, że wypadek ma konkretną twarz i nazwisko. Nagle zostaje przerwane życie kogoś znanego - przez nieuwagę, głupotę, nieostrożność jego samego lub innego kierowcy. Ja dziś myślę o Marku Kotańskim, Bronisławie Geremku, Księżnej Dianie,  Władysławie Komarze,  Bogdanie Łyszkiewiczu i wielu innych, którzy już nie podzielą się swoją wiedzą, talentem, mądrością, wrażliwością...  "Non omnis moriar" - pisał Horacy i tak się dzieje, bo każda z tych postaci zostawia dziedzictwo, ma stałe miejsce w naszej pamięci. Ale jest też ten żal, że chciałoby się coś jeszcze dostać, czegoś nauczyć, czymś wzruszyć... Każdy z nas ma kogo wspominać.

Fundacja mojej znajomej, Marsz Zebry organizuje dziś w Warszawie i Toruniu mnóstwo działań, które mają uświadomić, jakim dramatem jest wypadek samochodowy. Namawia też do przypięcia specjalnego znaczka pamięci z pomarańczowym kwiatem. To fragment zaproszenia dla wszystkich "O 14.00 przyniesiemy pod Rotundę krzesła, termosy z kawą i książki. Będziemy cieszyć się życiem i rozmawiać o życiu. Obok położymy białe koszulki z napisami: 3 ZŁAMANE ŻEBRA, SKASOWANE AUTO, JAKO JEDYNY PRZEŻYŁEM, ZABIŁEM DZIECKO, JECHAŁEM PIJANY, STRACIŁEM NOGĘ, BYŁEM W ŚPIĄCZCE PRZEZ 2 TYGODNIE"

Dołączcie, jeśli możecie.

      


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

niedziela, 26 marca 2017

Do poczytania



Kto dopił znalezioną na berlińskim przystanku cudza coca-colę, ile „donaldówek” można było kupić za jednego dolara, kto był bohaterem rodziny, bo z własnej inicjatywy „wystał” papier toaletowy. Kto pisał listy do generała Jaruzelskiego, a kto kupił magnetowid zamiast kombajnu... Znani aktorzy, muzycy, politycy, dziennikarze i sportowcy opowiadają Beacie Tadli o dzieciństwie w PRL-u i szansach, jakie dał im rok 1989.


Gdzie robiliście zakupy, gdy nie było supermarketów? Czy maszyna do pisania miała wyświetlacz? Gdzie w telefonie z tarczą były przyciski? Czym zmienialiście kanały telewizyjne, skoro nie było pilotów?


W tej książce to dzieci zadały pytania dorosłym – znanym i nawykłym do udzielania odpowiedzi. Mali ludzie zaskoczyli rozmówców swoją wiedzą i dojrzałością. Beata Tadla wraz z grupa 9-latków odwiedziła między innymi m.in. z Annę Dymną, Irenę Santor, Małgorzatę Niezabitowską, Lecha Wałęsę i Mirosława Hermaszewskiego.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl